Bob the Builder, czyli jak spędzałam jesienne wieczory

Dzisiaj będzie dość obszerny post o tym, czym zajmuje się młoda matka późną nocą. Czyli obiecana kilka tygodni temu relacja z babrania się w gipsie.

zameczek4

1) Po co to wszystko?

No właśnie. Z potrzeby tworzenia, a jakże! Pisałam już o niedawnej wkrętce mojego Małża w Warhammera 40000. Małż maluje figurki, gra bardziej towarzysko niż turniejowo (bo na turnieje żona kręci nosem), cieszy się każdym udanym i taktycznie działającym zestawieniem postaci. Małżowi spodobały się gipsowe przeszkody do gry. Ja: to kupujemy formy i posklejamy sobie coś takiego! Nie trzeba było długo czekać, formy (zamówione tu - to nie jest post reklamowy, ale zainteresowanym polecam tego pana z czystym sumieniem, bo formy są super! – o tym później). Małż przyniósł gips i zaczęliśmy lać. Na przeszkodę wykorzystał może 1/10 cegiełek, które zrobiliśmy w pierwszej serii. Resztę trzeba było jakoś zużyć :)

zameczek2

2) Jak powstawał zameczek?

A no tak:



Najpierw trzeba było odlać cegiełki. Dużo cegiełek. Dużo.

cegiełki

W sumie trzy paczki gipsu zeszły. Wskazówki praktyczne, dotyczące proporcji gipsu do wody, techniki odlewania i czasu potrzebnego na to wszystko czerpałam głównie stąd.

must have

Po dokładnym wysuszeniu, najpierw na sucho (bez klejenia) układałam fragment po fragmencie. Nie dysponowałam dokładnym projektem moich budynków (chociaż takie można znaleźć na stronach hobbystycznych), jedynie ogólnym schematem, który potrzebny mi był dla zachowania proporcji.

Kiedy już miałam w głowie poukładane co i jak, odważyłam się kleić kolejne warstwy – najpierw podłoga, potem ściany. Wikol świetnie wiąże, tylko trzeba mu dać czas na schnięcie. Po 12 godzinach murek był wytrzymały.

zameczek5

3) Co bym zmieniła? Było to moje pierwsze podejście do gipsowych makiet i odlewów. Błędów, co naturalne, nie dało się uniknąć.

Pierwsza rzecz, której nie przeczytałam w dostępnych tutorialach (a moje dążenie do doskonałości zaowocowało odwrotnym efektem): papier ścierny to ZŁO. Cegiełki z reguły są do siebie dobrze dopasowane, a jeśli nawet trzeba coś spiłować, to jest to ODROBINA gipsu. Nigdy pół klocka. Jako że na początku dysponowałam tylko jedną, najprostszą formą, namęczyłam się ze ścinaniem boków w pierwszym budynku. Potrzebowałam klocki o kącie 45 stopni. Nie dość, że trwało to strasznie długo, to składanie wyszło krzywo (co widać, aż boli!), a cały budynek wyszedł mi jakiś taki… koślawy.

zameczek1

Zamówiłam pozostałe formy i wtedy produkcja ruszyła z kopyta. Zaskoczyła mnie precyzja, z jaką wykonane są foremki – każdy klocek pasuje do każdego, o ile tylko są w jednej skali. Nie trzeba się martwić, że zestawione klocki z różnych form nie będą do siebie pasować. Stąd też moja niechęć do papieru ściernego – większość prób jego zastosowania kończyła się nierówną budowlą. Albo dziurą pomiędzy klockami.

zameczek

Drugą kwestią była grubość podłogi i sufitu. W pierwszym budynku podłogę zaczęłam sklejać z klocków przeznaczonych na ściany. Wyszło grubo, topornie i ciężko. Kiedy miałam już sklejoną część budynku (łącznie z sufitem z dziurą – tak, dziura była w planach), postanowiłam dokupić inne foremki, w tym kafelki podłogowe. I znowu okazało się to strzałem w dziesiątkę. Budynek nabrał lekkości, a podłoga po posmarowaniu spodniej strony warstwą wikolu okazała się wystarczająco wytrzymała mimo cienkich kafelek. Sufitu nie chciałam niszczyć, dlatego została jego pierwotna, gruba wersja z „murków”. Nie zgadzała mi się przez to ilość klocków we wieżyczkach po bokach bramy (zawsze brakło pół klocka), trzeba było kombinować. Efektem są kolejne krzywulce.

zameczek8

Trzecia rzecz: Kiedy kleiłam sufit prostokątnego budynku, zapomniałam o wpustach łączących mury i dach. Z racji tego sufit lata luzem i trzeba uważać, żeby go nie strącić przypadkiem (co ze względu na jego wagę nie jest aż tak prawdopodobne).

zameczek11

4) Czym malowałam? Farbami ściennymi. Z marketu budowlanego kupiłam saszetki – próbki farb lateksowych (tak, wiem, szaleństwo, można było wziąć zwykłe!) w różnych odcieniach szarości. Pierwsza warstwa (ciemniejsza) miała pokryć całe cegiełki, kolejne (jaśniejsze) nakładałam metodą suchego pędzla (drybrush). To podkreślilo fakturę kamieni, z których budowle były zrobione. Po wyschnięciu za pomocą wikolu niektóre miejsca podkreśliłam podkradnięta Małżowi posypką modelarską (trawa i mech). Drzewka i trolle (widoczne na filmiku) są produktem ubocznym. Szkoda było wywalać tyle gipsu :)

drzewko

5) Co dalej? Och, plany dotyczące rozbudowy zamku mam szalone. Gorzej będzie ze znalezieniem na to impulsu twórczego, bo trzeba przyznać, że takie budowanie jest energochłonne. I wymaga wiadra cierpliwości. Na razie pozostawiam budyneczki takie, jakie są. Kiedyś będzie z tego duże zamczysko :)

P. S. A specjalnie dla fanów Młotka (są tu tacy?) robione na szybko zdjęcia zabawek Małża w akcji. W roli tła mój ukochany mhrrroczny lampion :)

diobły w akcji diobły znów w akcji

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>